Lista aktualności Lista aktualności

OGIEŃ TYLKO POD KONTROLĄ

Las to nasze wspólne dobro, więc dbanie o jego właściwy mikroklimat, spoczywa na barkach nas wszystkich. Pilnujmy, aby wiosenne porządki na łąkach, nie narobiły bałaganu w lesie.

Wiosna to czas, gdy wszystko wokół nas budzi się do życia. Rośliny zakwitają, drzewa rozwijają liście, a w powietrzu zaczynają krążyć ospałe trzmiele. Jest to również okres, w którym pełni zapału do pracy, bierzemy się za wiosenne porządki. Pamiętajmy jednak, aby robić to mądrze i w natłoku spraw związanych z uprzątaniem łąk i trawników, nie zapominać o zdrowym rozsądku. Dla własnego bezpieczeństwa oraz zdrowia, nie wypalajmy przesuszonych po zimie traw. Szkodzimy w ten sposób sobie i wielu drobnym organizmom, które kryją się w nich przed drapieżnikami, nieświadome zagrożenia jaki niesie za sobą ogień.

W ostatnim czasie, silnie wiejące wiosenne wiatry, powodują nadmierne wysuszenie wierzchnich warstw gleby i gwałtowny wzrost ryzyka zaprószenia ognia. Pamiętajmy jednak, że używanie otwartego ognia w lesie i w odległości 100 m jest zabronione, a ogniska w lasach rozpalać można tylko w wyznaczonych do tego miejscach. Chrońmy nasz las razem, tak aby móc wspólnie cieszyć się jego płodami.

 

Kinga Mazur


KALENDARZ IMPREZ KULTURALNCYH W 2021 r.

ZAPRASZAMY DO UDZIAŁU W WYDARZENIACH KULTURALNYCH PRZEWIDZIANYCH DO REALIZACJI W 2021 r.


SEKRET PALENIA BEZ SMOGU

Palenie drewnem, bez zatruwania środowiska jest jak najbardziej możliwe. Musimy jednak poznać kilka ważnych zasad. Często popełniamy błędy, które skutkują zanieczyszczaniem powietrza, małą wydajnością palenia i znacznie większym zużyciem drewna. Jak zatem palić efektywnie, ekonomicznie i ekologicznie?

Zima w tym roku nie odpuszcza i jesteśmy w pełni sezonu grzewczego. Tu i ówdzie widzimy wydobywający się z komina dym. O czym świadczy jego barwa? Jasny, prawie przezroczysty dym to dobry znak, gdyż oznacza, że z naszego komina wydobywa się para wodna i niewielka ilość dwutlenku węgla. Sekretem takiego palenia, bez wytwarzania smogu, jest przede wszystkim wysuszone, odpowiednio porąbane i składowane drewno. W zależności od gatunku z jakim mamy do czynienia, przed spaleniem w piecu, powinniśmy sezonować je co najmniej 2-3 lata, aby zawarta w nim woda mogła wyparować. Ponadto sezonując drewno, przyczyniamy się do magazynowania w nim węgla.

Palenie mokrym drewnem jest nie tylko nie ekologiczne, ale również niebezpieczne dla pieca, komina, a i dla nas samych stanowi zagrożenie. Nagromadzona w kominie sadza może doprowadzić do samozapłonu, a stąd już niedaleka droga do pożaru.  Dla ekonomistów argumentem jest, że spalanie mokrego drewna jest mało wydajne, ponieważ część energii, która mogłaby być wykorzystana do wytworzenia ciepła – zużywana jest do wyparowania wody, a co za tym idzie więcej drewna musimy kupić, przygotować i spalić, aby wytworzyć taką samą ilość energii.

Znaczenie ma nie tylko to, jakim drewnem palimy, ale i jak rozpalamy ogień. Wbrew pozorom to nie samo drewno się pali, ale gazy w nim zawarte.
Dlatego powinniśmy drewno układać od dołu pieca, a ogień rozpalać od góry, aby uwalniające się z poniżej leżącego drewna gazy, ulegały spalaniu, zamiast uwalniane przez komin, zanieczyszczały powietrze, którym oddychamy. To od nas zależy czystość środowiska, w którym przebywamy. Warto o tym pamiętać, zanim włożymy do pieca mokre polano.

Najlepszym okresem na zakup i przygotowanie opału jest zima, gdyż drewno pozyskane w tym okresie posiada mniejszą ilość wody, a co za tym idzie – szybciej schnie. Pamiętajmy jednak, że przygotowywany w danym roku opał, nadaje się do palenia, w zależności od gatunku, w kolejnych latach.

Z ofertą na drewno opałowe, którego cena w ostatnim czasie uległa obniżce, można zapoznać się pod adresem:

https://kolbuszowa.krosno.lasy.gov.pl/sprzedaz-drewna-choinek-i-sadzonek

Kupując drewno od sprawdzonego dostawcy, chronimy lasy przed nielegalnym wyrębem, a także mamy pewność, że drewno to zostało pozyskane bez uszczerbku dla środowiska, zgodnie ze sztuką leśną.

 

Kinga Mazur


„Dobrze opiekujemy się polskimi lasami”

Z Andrzejem Koniecznym, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych rozmawia Łukasz Zboralski.

Łukasz Zboralski: Jak pan widzi Lasy Państwowe za 10, 20 lat?

Andrzej Konieczny: Lasy Państwowe mają już sto lat. I przez te sto lat ciągle się zmieniały. Ktoś powiedział, że w życiu stałe są tylko zmiany. To dotyczy również lasów. Z jednej strony zachodzą i będą zachodzić zmiany przyrodnicze. Z drugiej – gospodarcze. Najważniejsze jest to, że za 10, 20, 50 czy nawet 100 lat powierzchnia lasów w Polsce nie zmniejszy się. Zachowamy przynajmniej ten poziom, który mamy obecnie. Jednak wciąż dążymy do zwiększania powierzchni leśnej. Bo to oznacza bezpieczeństwo ekologiczne, przyrodnicze, gospodarcze. Szukamy nowych gruntów, które moglibyśmy zalesić. Wiadomo, że kraj ma ograniczoną powierzchnię, więc to jest wyzwanie. Kiedy dobiegła końca II wojna światowa, mieliśmy w Polsce 65 tys. km2 przestrzeni leśnych. Dziś zbliżamy się do 95 tys. km2. Lasy pokrywają niemal trzecią część kraju.

Ponieważ coraz mniej działek do zalesienia pozostaje, będzie chyba coraz trudniej zwiększać zalesienie powierzchni kraju?

Lasy Państwowe aktywnie działały na rzecz wzrostu powiększania zasobów leśnych. Przypomnijmy, że od zakończenia II wojny światowej podnieśliśmy lesistość kraju o połowę. Jeszcze w latach 1995-2004 zalesialiśmy przeciętnie 10 tys. ha rocznie. Okoliczności zmieniły się zasadniczo po wejściu Polski w struktury UE. Rosnące ceny gruntów rolnych, płatności dla rolnictwa, zmiana kierunku dystrybucji gruntów z zasobu własności rolnej Skarbu Państwa spowodowały, że LP przestały otrzymywać grunty do zalesień.

Polska wieś przechodzi głębokie przemiany. W gospodarstwach indywidualnych dawne pola zamieniają się samorzutnie w lasy, choć formalnie to nadal role czy łąki. III cykl Wielkoobszarowej Inwentaryzacji Stanu Lasu, finansowanej przez LP, wykazał, że uwzględniając samorzutne zalesienia na gruntach rolnych możemy mówić o lesistości kraju sięgającej 33 proc. Lesistości w gęsto zaludnionym kraju nie zdołamy podnosić bezustannie. Pamiętajmy też, że nie możemy się porównywać z takimi krajami jak Szwecja, czy Finlandia, bo tamte kraje oprócz tego, że są duże, to jeszcze mało zaludnione.

LP działają nadal na rzecz zwiększania lesistości – jesteśmy w zasadzie jedynym, realnym dostawcą sadzonek (tanich) do zakładania upraw leśnych. Z mocy przepisów o PROW opracowujemy plany zalesień dla rolników, którzy chcieliby skorzystać z dotacji. A na mocy ustawy o lasach nadleśnictwa świadczą nieodpłatne doradztwo dla prywatnych właścicieli lasów. A las w Polsce posiada przeszło milion rodzin.

Lasy są ważnym ogniwem gospodarczym w kraju. Czy ich udział w gospodarce może być jeszcze bardziej znaczący? Czy ta rola – ze względu na proekologiczne postawy ludzi, na nowe regulacje na poziomie unijnym – będzie jednak ograniczana?

Lasy Państwowe mają dużą siłę gospodarczą. Dziś jest to sektor, który daje ok. pół miliona miejsc pracy w branży leśno-drzewnej. A w rozwoju terenów niezurbanizowanych leśnictwo i gospodarka leśna mają udział kluczowy.

Z drugiej strony mamy te różnego rodzaju rozważania przyrodnicze. Myślę, że z Komisją Europejską, która wspiera polityką prośrodowiskową, uda nam się porozumieć w koncyliacyjny sposób. M.in. dlatego, że do momentu wejścia do UE prowadziliśmy – tak jak obecnie – zrównoważoną gospodarkę leśną. W momencie wejścia do Unii okazało się, że powstawały tzw. shadow listy obszarów chronionych. Te propozycje zgłaszane przez organizacje trzeciego sektora stały się podstawą do wyznaczenia sieci Natura 2000. Zwróćmy na to uwagę. Oto obszary, gdzie gospodarował od pokoleń leśnik – sadził, dbał i pozyskiwał drewno – okazały się wówczas tak wartościowe, że aż 38 proc. z nich zostało włączone do tej sieci. Czyż to nie jest pozytywna recenzja tego, co robimy?

Potrzebny jest nam dialog z organizacjami pozarządowymi. Taki, który będzie rzeczywistym dialogiem, a nie stawianiem żądań. Jako przykład mogę podać sprawę Puszczy Białowieskiej. Kompromis w tym przypadku organizacje pozarządowe widzą tak, że cała puszcza ma zostać parkiem narodowym. To gdzie tu jest kompromis? To jest tylko żądanie. Tymczasem w sprawie puszczy decyzja nie zależy tylko od leśników. Leśnicy nigdy nie byli, nie są i nie będą przeciwni tworzeniu nowych form ochrony przyrody. Jednak w sprawach wyznaczania granic parków narodowych czy innych obszarów chronionych decyzja zależy od rady gminy oraz potrzeb lokalnych mieszkańców.

Najgorętszym tematem jest pozyskiwanie drewna. Ludzie zauważają wycinki i są one dla nich mocno frustrujące. Czują, że coś im się zabiera. Jak połączyć taką gospodarkę pozyskiwania drewna – którego w krajowej gospodarce potrzebujemy i sporo zużywamy – z dbałością o środowisko. Czy to są działania rozłączne?

Zacznijmy od pojęcia „wycinki”. Wycinka to trwałe pozbawienie drzew na gruncie i oznacza trwałe wylesienie. My ścinamy drzewa, pozyskujemy drewno, ale w to miejsce w ciągu maksymalnie 5 lat sadzimy kolejne pokolenie lasu. Rozmiar pozyskania drewna to efekt trwałego użytkowania i wynik dobranego do okoliczności przyrodniczych sposobu rębni. W ten sposób LP są odporne na koniunktury i zapewniają stabilne dostawy drewna na rynek. Pozyskujemy znacznie mniej drewna niż co roku przyrasta. Dlatego zwiększa się nie tylko obszar, ale też zasobność lasów, czyli mówiąc najprościej, ilość drewna w lesie. W połowie lat 40. XX w. było to 850 milionów metrów sześciennych. Dziś to 2,6 miliarda, trzykrotnie więcej! Jak to możliwe? Wzrost powierzchni lasów to jedno. Daleko większe znaczenie ma powściągliwe użytkowanie. Odnawialny surowiec, który corocznie opuszcza polskie lasy, to jedynie ok. 70 proc. tego, co każdego roku w nich przyrasta. Według ustawy o lasach prowadzenie gospodarki leśnej i pozyskanie drewna w ramach takiej gospodarki jest dopiero na piątym miejscu. Leśnik nie ma prawa pozyskać więcej drewna niż wynika to z planów uzgadnianych również w ramach regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. To są bezpieczne poziomy.

Czy dojdziemy do takiego momentu w Polsce, że Lasy Państwowe nie będą dla organizacji ekologicznych przeciwnikiem tylko partnerem. Jak to osiągnąć? Ma pan jakiś pomysł?

Chcemy rozmawiać z organizacjami pozarządowymi. Natomiast taka forma rozmowy, jaką widzieliśmy latem, gdy zorganizowana grupa wymalowała klejem na wejściu dyrekcji napis „Nie tnijcie” i dmuchawą naniosła na to wióry drewna, nie jest odpowiednia. Nie na tym polega kompromis i nie na tym polega rozmowa. To nie jest droga do porozumienia.

Czy łatwiej jest wam rozmawiać z lokalnymi społecznościami, które też czasami są zaniepokojone tym, że ubywa drzew, gdzie były np. od 50 lat?

Znacznie częściej spotykamy postawę akceptacji dla użytkowania lasu i pozyskiwania drewna. Wśród oponentów słyszymy natomiast byle nie działo się to w okolicy, gdzie dana osoba mieszka. To zjawisko, które Anglosasi określają akronimem NIMBY (Not In My Back Yard - nie na moim podwórku), dotyczy nie tylko spraw leśnych, ale wszelkich przejawów życia. Jesteśmy coraz bardziej egoistami i hipokrytami. Ma być przyjemnie, ładnie, szybko, tanio, ale tak, żebyśmy nie widzieli, w jaki sposób ten efekt jest osiągany. Cenimy drewniane meble, zwracamy uwagę na certyfikaty zrównoważonej gospodarki leśnej na produktach, nie chcemy masowej deforestacji w Ameryce Południowej czy Azji. Jednocześnie oburzamy się, że „rabunkowo” wycięto, zgodnie z planem urządzenia, hektar lasu w naszym sąsiedztwie, zresztą do szybkiego odnowienia. Wiemy, że trzeba ściąć drzewo, by wyprodukować coś z drewna. Ale skoro już leśnik musi to zrobić, niech tnie „gdzieś indziej”, nie za moim oknem! Oczywiście „gdzieś indziej” też ktoś mieszka, bo żyjemy w gęsto zaludnionej Europie, i historia się powtarza. Nie ma tu prostych recept. Musimy cierpliwie tłumaczyć, wyjaśniać, wskazywać te zależności, odwoływać się do przykładów ze świata, podkreślać naprawdę zrównoważony charakter gospodarki leśnej, znaczenie jej i produktów z drewna dla klimatu.

Być może najpoważniejsze wyzwania stojące przez Lasami Państwowymi dotyczą kwestii społecznych oczekiwań względem leśnictwa i gospodarki leśnej. Z jednej strony szereg współczesnych trendów, jak moda na ekologię, życie w zgodzie z naturą, wykorzystanie naturalnych materiałów, zdrowe formy aktywności fizycznej i turystyka krajoznawcza, sprzyja promocji leśnictwa. Wręcz stwarza okazję do zaprezentowania i uświadomienia społeczeństwu korzyści, jakie niewątpliwie czerpie ogół ze zrównoważonej gospodarki leśnej oraz polskiego modelu leśnictwa. Z drugiej strony coraz słabszy realny kontakt wielu osób z przyrodą, w połączeniu z silnym dziś (zwłaszcza w komunikacji internetowej) nurtem antyintelektualnym, emocjonalnym, kwestionującym wszelkie autorytety, sprzyja upowszechnianiu się poglądów infantylizujących i antropomorfizujących przyrodę.

Zakończmy optymistycznie. Skoro mówi pan, że lasów nie będzie w przyszłości mniej, to znaczy, że Polacy będą mieli co najmniej tyle samo miejsc, w których zawsze będą mogli spacerować, zbierać grzyby, runo leśne…

Tak jest, tak będzie! Staramy się pozyskiwać nowe grunty rolne, żeby powiększać zasoby leśne. Wierzę głęboko, że wspólna polityka leśno-społeczna, która się krystalizuje w ramach Komisji Europejskiej, pozwoli na rozwój gospodarczy państw UE. Warto bowiem dopowiedzieć, że Finlandia, Szwecja, Francja, Niemcy i Polska to jest piątka państw w Unii, która dostarcza najwięcej drewna na unijny rynek. Jeśli to drewno nie będzie pochodzić z tych krajów, to będziemy musieli przywozić niecertyfikowane drewno z krajów, które nie prowadzą zrównoważonej gospodarki leśnej.

 

Żródło: DoRzeczy

Fot. Kinga Mazur


AKTYWNIE ZIMOWĄ PORĄ

Nie tylko wytrawni biegacze wiedzą, że nawet zimą, gdy trzyma lekki mróz i leży warstwa białego, śnieżnego puchu, można biegać po leśnych duktach. Nie potrzeba żadnego specjalnego sprzętu, a po przebiegnięciu kilkuset metrów zazwyczaj robi się już ciepło.

Tak było w ostatnią niedzielę (31.01.2021 r.) podczas zorganizowanego w ramach 29. Finału WOŚP biegu „Policz się z cukrzycą”, który w naszym rejonie odbył się na terenie ścieżki dydaktycznej „Białkówka”. Każdy, kto chciał wesprzeć zakup pomp insulinowych mógł zapisać się na wydarzenie, które co prawda nazywało się „bieg”, ale całą, około 6 km trasę można było również przejść na piechotę, z kijkami do nordic walking, czy nawet przejechać na nartach, sankach, czy rowerze. Dzięki pięknej, słonecznej i jednocześnie zimowej aurze w akcji udział wzięło około 50 osób. Wszyscy ukończyli trasę z uśmiechem na twarzach.

W tym roku akcja miała wyjątkowy, wirtualny charakter i de facto każdy mógł przebyć trasę w dowolnym, wybranym przez siebie miejscu. Cieszy fakt, że dużo osób chce pomagać innym, w zamian dostając „jedynie” możliwość przebywania na świeżym powietrzu, podziwiania zimowych widoków i dawki dobrej energii, która płynie z zimowych aktywności.

Dziękujemy serdecznie organizatorom Fundacji Wspierania i Organizacji Czasu Wolnego „Chlebek”, Kolbuszowskiemu Klubowi Nordic Walking i kolbuszowskiemu Sztabowi WOŚP.

Tekst: Kinga Mazur

Zdjęcia: Ł. Wyczarski


O WYBITNYM LEŚNIKU SŁÓW KILKA

Wyjątkowa data, wyjątkowy człowiek i pamiętne wydarzenie – nie mogło to przejść bez echa. Mowa o Adamie Kozłowieckim seniorze – miłośniku przyrody, wybitnym leśniku, który swoją pasją, jaką był las – zarażał innych.

Nadleśnictwo Kolbuszowa zaprasza do lektury publikacji pt. „Pamięci Adama Kozłowieckiego – seniora”. Jest to zbiór wspomnień o Adamie Kozłowieckim, o jego rodzinie, a także historii Polskiego Towarzystwa Leśnego, do którego należał.

Publikacja to pokłosie konferencji zorganizowanej przez Zarząd Polskiego Towarzystwa Leśnego w Krośnie, w dniu 28.06.2019 r., dokładnie w 80. rocznicę ostatniego przed II wojną światową zjazdu Towarzystwa Leśnego w Hucie Komorowskiej. Wydarzenie było podzielone na kilka etapów, gdzie główną część stanowiły wystąpienia zaproszonych osób, które przybliżyły nam postać Adama Kozłowieckiego. Pamiątkowa tablica oraz posadzony pod Muzeum kardynała Adama Kozłowieckiego w Hucie Komorowskiej dąb szypułkowy będą na zawsze świadectwem tego wydarzenia.

 

Autor tekstu: Kinga Mazur


Mikoryza czyli pożyteczne zjawisko przyrodnicze

Mikoryza to w dużym uproszczeniu nic innego jak związek korzeni roślin i grzyba. Jest to symbioza polegająca na tym, że roślina ma ułatwione pozyskanie wody, soli mineralnych, mikroelementów, a grzyb otrzymuje od roślin węglowodany. Wszystkie drzewa leśne w naszych lasach tworzą związki mikoryzowe, a o tym jak ważne jest to zjawisko świadczy fakt, że 90% roślin na ziemi tworzy związki mikoryzowe, a 80% z nich pozbawionych współtowarzysza ginie.

Największe znaczenie wśród gatunków lasotwórczych ma mikoryza zewnętrzna czyli tzw. ektomikoryza. Występuje ona głównie w górnej próchnicznej warstwie gleby. W związki mikoryzowe wchodzą wyłącznie korzenie krótkie, które tworzą się na korzeniach długich ostatnich rzędów, żyją nie dłużej niż jeden rok, nie mają czepka, przyrostu wtórnego i są kilkumilimetrowej długości. Ektomikoryzy są niezbędne dla normalnego rozwoju drzew. Funkcje mikoryz to: zwiększenie powierzchni chłonnej (nawet 1000 razy) korzeni poprzez strzępki grzybni, uruchamianie substancji pokarmowych zawartych w związkach niedostępnych dla drzew dzięki enzymom, łagodzenie skutków suszy i ochrona korzeni przed chorobotwórczymi mikroorganizmami. Drzewa natomiast dostarczają grzybom mikoryzowym potrzebnych węglowodanów, wytworzonych w procesie fotosynezy. W zależności od gatunku oraz wieku rośliny, a także siedliska w którym żyje różne gatunki grzybów wchodzą w reakcje mikoryzowe.

Uwzględniając fakt, że wszystkie nasze drzewa leśne są mikotroficzne, doświadczeni leśnicy dbają, aby sadzonki wyhodowane w szkółkach leśnych były wyposażone w mikoryzy właściwe dla danego gatunku drzewa. Drzewa rosnące w środowisku pozbawionym partnerów grzybowych, zdolnych do nawiązania właściwego kontaktu mikoryzowego, wykazują zakłócenia fizjologicznorozwojowe, chorują, a nawet giną.

Symbiotyczny, wzajemnie korzystny (mutualistyczny) związek między grzybami mikoryzowymi i korzeniami roślin stanowi nieodłączny warunek prawidłowego wzrostu, rozwoju siewek i sadzonek produkowanych na szkółkach leśnych polowych i kontenerowych. Do najważniejszych korzyści wynikających z obecności mikoryz zalicza się: zwiększenie powierzchni chłonnej korzeni, zwiększenie odporności na czynniki biotyczne (tworzenie bariery fizycznej przed patogenami, konkurowanie z nimi o cukry wydzielane przez korzenie, sprzyjanie rozwojowi antagonistycznych mikroorganizmów, wydzielanie antybiotyków), zwiększenie odporności na czynniki abiotyczne takie jak: mróz, susza, wysoka temperatura czy związki toksyczne.

Dbałość o właściwą mikoryzację produkowanych sadzonek powinno stać się niezbędną częścią nowoczesnej praktyki szkółkarskiej. Potwierdzają to badania przeprowadzone min. w Nadleśnictwie Oleszyce przez Grażynę Zagrobelną i opubliowane w Sylwanie 153, 2009. Jednoznacznie wykazały one, że sadzonki mikoryzowane grzybem Hebeloma crustuliniforme osiągają zdecydowanie wyższą średnią wysokość i średnicę szyjki korzeniowej na wszystkich siedliskach od boru suchego do lasu świeżego. Technologia mikoryzacji sadzonek drzew leśnych ma ogromny sens i została pozytywnie zweryfikowana również  przez rynek, o czym świadczy fakt, że rolnicy zalesiający swoje grunty są zainteresowani zakupem tylko sadzonek mikoryzowanych, pomimo wyższej ceny

O znaczeniu mikoryzy świadczą również doniesienia o licznych nieudanych próbach wprowadzania na gruntach zdegradowanych i porolnych upraw sadzonek niemikoryzowanych. Sadzonki w takich warunkach pozbawione kontaktu mikoryzowego z właściwymi grzybami łatwo chorowały i ulegały infekcji grzybów patogenicznych, takich jak np. huba korzeniowa czy opieńka i efekcie zamiera. Ochrona drzewa przez grzyba, w takim przypadku polega na tym, że mufka grzybowa, która oplata korzeń tworzy fizyczną barierę uniemożliwiającą wnikanie patogenów do wnętrza rośliny

Dodatni efekt mikoryz potwierdzają również inni, doświadczeni leśnicy z nadleśnictw w których w leśnych szkółkach od lat prowadzi się mikoryzację sadzonek drzew leśnych grzybami symbiotycznymi.

-  Z ekonomicznego punktu widzenia, wprowadzanie na gruntach trudnych sosny mikoryzowanej jest dużo tańsze ,choćby poprzez fakt, że sadzonki szybciej wychodzą ze strefy chwastów – mówi Stanisław Zagrobelny nadleśniczy Nadleśnictwa Oleszyce.-  Z naszego doświadczenia wynika, że np.: podczas wprowadzania sosny jednorocznej z gruntu, po roku jej przyrost wynosi około 5 cm, a sadzonek  mikoryzowanych – 20 cm i więcej  - dodaje.

Co ciekawe, mikoryza sprzyja również grzybiarzom. Bo nie posiadając nawet fachowej wiedzy o tym zjawisku, wyruszając o świcie na grzybobranie, każdy podświadomie szuka prawdziwków pod dębami czy bukami, maślaków w młodnikach sosnowych, a kozaków wśród brzóz.

 

Tekst: Jerzy Kaleta

Fot: Włodzimierz Ważny


DRZEWA TEŻ MAJĄ SWOJE ŚWIĘTO.

Corocznie 10 października obchodzimy wyjątkowe dla nas – leśników, ale i wszystkich innych miłośników przyrody święto – Światowy Dzień Drzewa. W lasach nie brakuje drzew, a każde z nich na swój sposób można uznać za wyjątkowe.

Są jednak takie okazy, które zasługują na naszą szczególną uwagę, ze względu na swój wiek, wymiary, czy też ciekawą historię. Takie właśnie są nasze wyjątkowe drzewa, których krótką historię przedstawiamy Wam poniżej.

Leciwy dąb – pomnik przyrody z historią

Pomnik przyrody znajdujący się przy siedzibie Nadleśnictwa Kolbuszowa, w 2016 r. stał się obiektem zainteresowania wielu z nas, a to za sprawą rodzinki puszczyka, która znalazła w nim swoje schronienie. Ale nie był to jedyny powód naszego zaciekawienia. Jeden z najgrubszych konarów tego okazałego dębu, zdawał się, zgodnie z prawem grawitacji, coraz bardziej chylić ku ziemi. Aby nie niepokoić młodych sów oraz ich rodziców, postanowiono założyć czasowe wiązania dynamiczne, które do momentu opuszczenia przez puszczyki gniazda, zapewniały bezpieczeństwo osobom poruszającym się w okolicy.

Gdy młode sowy wyleciały już z rodzinnego „domu”, dokonano powtórnej ekspertyzy, na podstawie której stwierdzono, że ze względu na zaawansowaną zgniliznę, jedynym rozwiązaniem, nie stwarzającym zagrożenia dla osób poruszających się po tym terenie, będzie trwałe usunięcie zwisającego konara.

Jak wiemy, życie drewna nie kończy się wraz z jego obumarciem. Martwe drewno jest w środowisku ważnym źródłem materii i energii, a także miejscem życia wielu organizmów, takich jak grzyby, owady czy drobne ssaki i ptaki. Niekiedy może stanowić również dobre miejsce do kiełkowania nasion drzew i krzewów, a także występowania płatów roślinności zielnej.

Ciekawi procesów, jakie mogą zachodzić w murszejącym drewnie, pracownicy Nadleśnictwa Kolbuszowa, postanowili drewno z odciętego konara, pozostawić do jego naturalnego rozkładu. Stos leżaniny znajduje się przy siedzibie Nadleśnictwa, pod bacznym okiem wszystkich, którzy chcieliby na bieżąco obserwować zmiany i zjawiska w nim zachodzące.

            Dębowa aleja – symbol majestatu

Dęby są dla nas wyjątkowymi drzewami. W ludowych wierzeniach, jak i w naszych przekonaniach obecnie, dęby są uosobieniem siły, potęgi i majestatu. Patrząc na naszą dębową aleję, będącą pomnikiem przyrody już od 1980 roku, trudno się z tymi wierzeniami nie zgodzić.

Aleja złożona z 52 dębów szypułkowych znajduje się przy Pałacu myśliwskim w Morgach, będącym niegdysiejszą siedzibą Nadleśnictwa Morgi. Pałac, będący obecnie prywatną własnością, wraz z dębową aleją położony jest przy ścieżce dydaktycznej Morgi.

Światowy Dzień Drzewa zapoczątkował Julius Sterling Morton w 1872 roku, który zaapelował o sadzenie drzew. W ten sposób powstała piękna tradycja, którą kontynuujemy po dziś dzień.

 

                     Kinga Mazur


Bieszczadzkie żubry cierpią od telazjozy (uwaga! drastyczne zdjęcia)

W sierpniu 2019 roku stwierdzono kilka przypadków telazjozy - groźnej choroby żubrów powodowanej przez nicienie. Pasożyty żyjące w gałce ocznej przeżuwaczy powodują u nich ślepotę, zaburzenia ruchu i w konsekwencji śmierć. Niestety, choroba w bieszczadzkich stadach postępuje.

- Nicienie z rodzaju Thelazia powodują ciężkie choroby oczu przeżuwaczy zarówno domowych, jak i dzikich, przy czym u zwierząt żyjących na wolności nie ma praktycznie żadnych możliwości leczenia – objaśnia doktor Stanisław Kaczor, powiatowy lekarz weterynarii w Sanoku. - Niewielkie nicienie o długości od 6 do 21 mm żyją w przewodach łzowych, w worku spojówkowym, pod trzecią powieką i na rogówce oka u bydła i  żubrów. Z uwagi na to, że to choroba przenoszona przez owady, jest silnie inwazyjna, przysparzająca wielu cierpień, a w konsekwencji mogąca doprowadzać do śmierci zwierząt. Bywa, że żubr okalecza się, a nawet zabija się o drzewo w czasie biegu. Dochodzi też do przypadków autoamutacji gałki ocznej, wyrywanej z bólu na sękach. 

Pierwszy przypadek telazjozy stwierdzono w 2012 roku w Balnicy. Żubr dotknięty chorobą był agresywny w stadzie, kłuł rogami inne osobniki, uderzał łbem o drzewa, nie bał się ludzi. W 2013 roku został wyeliminowany i wówczas okazało się, że był trapiony przez nicienie telazjozy. Od tego czasu stwierdzono tę chorobę u kilkunastu padłych osobników, w innych zaś przypadkach, z uwagi na stan rozkładu, nie dało się ustalić pewnej przyczyny śmierci.

- Monitoring, jaki prowadzimy wśród stad daje dziś bardzo niepokojący obraz, bo osobników zainfekowanych przybywa, zwłaszcza wśród żubrów starszych, ale są też przypadki u młodzieży – mówi Grażyna Zagrobelna, dyrektor RDLP w Krośnie. – Stąd też uzyskaliśmy decyzje Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o eliminacji 15 chorych osobników. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że w czasie jesiennego zbijania się w większe stada, kolejne żubry będą zarażane.

W Bieszczadach żyje ponad 600 żubrów w stanie dzikim, skupionych w dwóch większych subpopulacjach: wschodniej i zachodniej. Telazjoza stwierdzana była u żubrów żyjących na terenie Nadleśnictwa Baligród i Komańcza, a więc w zachodniej części Bieszczadów.

- Najpoważniejszy problem jest w stadzie na terenie Nadleśnictwa Baligród, gdzie według naszych obserwacji zainfekowanych jest około 30-40 żubrów. Nie ma możliwości ich leczenia, jedyne działania, jakie możemy podjąć to eliminacje chorych osobników, aby skrócić cierpienie zwierząt i zapobiegać dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby – zaznacza doktor Stanisław Kaczor.

Do tej pory wyeliminowano przez odstrzał 9 chorych żubrów na terenie Nadleśnictwa Baligród, gdzie w stanie dzikim żyje około 300 osobników, w tym 50 tegorocznych cieląt. Jeden chory żubr został też wyeliminowany na terenie Nadleśnictwa Komańcza. U części osobników choroba spowodowała całkowite zniszczenie oczu. Problem dotyczy też stad żyjących w lasach Nadleśnictwa Lesko, jak również bydła domowego, które może być zarażone w okresie aktywności much przenoszących nicienia telazjozy.

 

Tekst: Edward Marszałek

Rzecznik prasowy RDLP w Krośnie

Zdjęcia: Damian Stemulak, Nadl. Baligród


Lasy karpackie. Zobaczcie las, nie tylko drzewa!

Wschodnia część polskich Karpat i ich pogórza to jeden z najgęściej pokrytych lasami i najbogatszych przyrodniczo obszarów Unii Europejskiej.

W połowie XIX wieku lesistość tego regionu spadła do niecałych 32 proc., lecz od 75 lat szybko rośnie i przekracza

60 proc. (i to bez parków narodowych). W wypadku południowej części powierzchnia zajmowana przez lasy zwiększyła się w tym okresie jeszcze bardziej, bo z ok. 40 proc. do ponad 90 proc. Urzekający dziś wielu mit „dzikich Bieszczadów” jest więc całkiem świeży.
Ta spektakularna przemiana krajobrazu dokonała się w dużej mierze dzięki pracy leśników.

 

Dziś zagrożona nie jest ani Puszcza Karpacka, nieistniejąca od wieków jako konkretny byt,
ani lasy bieszczadzkie, ani lasy na obszarze „projektowanego Turnickiego Parku Narodowego”.
Nie potrzebują one „obrony” tego rodzaju, jaką proponują działacze Inicjatywy Dzikie Karpaty - bazującej na manipulacji, przeinaczaniu faktów, obrażaniu ludzi należycie i przepisowo wykonujących swą pracę, ignorowaniu lokalnej społeczności, konfrontacji. Nie potrafimy dostrzec sensu w ataku wymierzonym w gospodarkę leśną w regionie, który stał się przykładem bezprecedensowej w skali, postępującej zarówno spontanicznie, jak i planowo, renaturyzacji – powrotu lasu i dzikiej natury na tereny niegdyś intensywnie użytkowane rolniczo i przemysłowo, a potem opuszczone przez ludzi w następstwie tragicznych wydarzeń (II wojna światowa, działalność UPA, „akcja „Wisła”). Nie możemy przystać na to, by dyskusja o przyszłości karpackich lasów była oparta wyłącznie na irracjonalnych emocjach, szafowaniu skrajnie niesprawiedliwymi i udramatyzowanymi ocenami, lekceważeniu obiektywnych danych, zdjęciach pojedynczych wyciętych drzew przy pomijaniu ogromu lasu wokół.

 

Lasy zarządzane przez nadleśnictwa Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie należą do najbardziej zasobnych, mających najwyższy średni wiek, największy udział drzewostanów ponadstuletnich oraz gatunków liściastych, najwięcej martwego drewna, przodujących też pod względem mnogości i liczebności cennych gatunków roślin, grzybów
i zwierząt
, w tym tak spektakularnych jak niedźwiedź, ryś, żbik, żubr lub wilk. Wszystkie
te wskaźniki rosną od wielu dekad, co potwierdzają naukowe badania i inwentaryzacje, historyczne dokumenty, relacje, fotografie. Jeśli niektórzy odmawiają leśnikom zasług
w doprowadzeniu do tego stanu rzeczy – trudno, choć to krzywdząca opinia. Ale skoro podkarpackie lasy są dostępne dla wszystkich, gospodarka regionu i kraju korzystają
z tamtejszego drewna, a zarazem stan tych lasów i ich różnorodność biologiczna
po dziesięcioleciach zarządzania nimi przez leśników są tak unikalne, że zdaniem aktywistów uzasadniają objęcie ich najwyższymi formami ochrony przyrody,
to czy nie jest to najlepsza recenzja działalności Lasów Państwowych? Właśnie na tym,
czyli możliwie najlepszym godzeniu funkcji przyrodniczych, społecznych i gospodarczych
w zarządzaniu lasami, opiera się praca leśników.

 

Jesteśmy przekonani, że zarówno podkarpackich leśników, jak i wszystkich miłośników Bieszczadów i Gór Sanocko-Turczańskich łączy autentyczna troska o ochronę tamtejszych lasów, pomyślność regionu i jego mieszkańców. Jesteśmy otwarci na różne pomysły i dyskusję. Prosimy tylko o jedno:  nie ulegajcie emocjom, weryfikujcie zasłyszane slogany. Patrzcie na drzewa i poszczególne wątki, lecz dostrzegajcie również las i całość zagadnienia!

 

Prosimy, zapoznajcie się z podstawowymi faktami w tej sprawie.

 

  1. Gdzie jest Puszcza Karpacka? Aktywiści często posługują się wymiennie takimi pojęciami, jak Puszcza Karpacka, lasy bieszczadzkie, „projektowany Turnicki Park Narodowy”, mimo że nie są one tożsame. Pradawna Puszcza Karpacka rozciągała się od Beskidu Żywieckiego aż po rumuński region Bacău. Od wieków nie istnieje jako realny, zwarty lub choćby fragmentaryczny, kompleks leśny. Lasy bieszczadzkie to w ścisłym znaczeniu Bieszczadzki Park Narodowy i tereny sąsiednich nadleśnictw LP: Stuposian, Lutowisk, Cisnej, Baligrodu, częściowo Komańczy i Ustrzyk Dolnych. Obszar „projektowanego Turnickiego Parku Narodowego” to część obecnego Nadleśnictwa Bircza w Górach Sanocko-Turczańskich.

 

  1. Lasy karpackie są dobrze chronione. Najbardziej naturalne partie lasów stanowiące pozostałość Puszczy Karpackiej są od dawna objęte ochroną w formie parków narodowych (Gorczański, Tatrzański, Pieniński, Babiogórski, Magurski, Bieszczadzki) oraz rezerwatów. To nie znaczy, że na całym pozostałym obszarze prowadzona jest zwykła gospodarka leśna. W podkarpackich nadleśnictwach oprócz rezerwatów znajdują się liczne całoroczne strefy ochrony wybranych gatunków, ostoje ksylobiontów, strefy przypotokowe i inne powierzchnie całkowicie wyłączone z użytkowania. Łącznie to dziś 36,4 tys. ha,
    czyli 9,1 proc. lasów w zarządzie RDLP Krosno
    . Z tego 15 tys. ha (w tym ponad 2100 ha rezerwatów) jest wyłączonych z użytkowania we wspomnianych 6 nadleśnictwach bieszczadzkich (dla porównania, powierzchnia Bieszczadzkiego Parku Narodowego
    to blisko 30 tys. ha), a 3,1 tys. ha w Nadleśnictwie Bircza (w tym 1553 ha w rezerwatach).

 

  1. Nie tylko najcenniejsze fragmenty karpackich lasów już są wyłączone z użytkowania,
    ale gospodarka leśna prowadzona na pozostałym obszarze jest dostosowana
    do warunków i wymagań gór i pogórza i bardzo odmienna od tej na nizinach
    .
    Dla przykładu, udział zrębowego sposobu zagospodarowania w lasach całej Polski wynosi średnio 47 proc., w LP – 45 proc., a w RDLP Krosno tylko 11,8 proc. i dotyczy to niżu podkarpackiego i kotlin. W Bieszczadach w ogóle nie stosujemy zrębów zupełnych: jeśli
    pozyskujemy drewno, to wycinamy tylko wybrane drzewa spośród wielu rosnących
    na danej powierzchni. Średni wiek drzewostanów, który dla Polski wynosi 59 lat, a dla LP 60 lat, w RDLP Krosno sięga 67 lat, przy czym w samych lasach bieszczadzkich i birczańskich znacznie przekracza 80 lat. Powierzchniowy udział drzewostanów ponadstuletnich
    w lasach RDLP Krosno to aż 26 proc. – jest dwukrotnie większy niż krajowa średnia. Podkarpackie lasy wyróżniają się też dużym udziałem gatunków liściastych (44,1 proc.), ilością drewna martwego (przeciętnie 24 m3 na hektarze – trzykrotnie więcej niż średnia krajowa). To trendy stałe od dziesięcioleci.

 

  1. Korzystamy z bogactwa karpackich lasów oszczędnie i w sposób zrównoważony. Średnia zasobność lasów RDLP Krosno sięga dziś blisko 340 m3 drewna na hektarze (przy średniej krajowej na poziomie 286 m3/ha) i tylko w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła o 13 proc. W tym okresie podkarpaccy leśnicy pozyskiwali (w cięciach rębnych i przedrębnych łącznie) średnio 5,95 m3 drewna z hektara rocznie, czyli niecałe 58 proc. tego, co w ciągu roku przyrastało w lesie (średnio 10,3 m3/ha). Cała reszta co roku powiększała zasoby. By to zobrazować, wyobraźcie sobie pełnowymiarowe boisko piłkarskie (0,74 ha) w całości pokryte drzewami. Spośród nich leśnicy wycinali średnio tylko 4-5 drzew przez cały rok. Dlatego ze smutkiem przyjmujemy, że formułowane przez aktywistów i niektórych publicystów zarzuty wobec gospodarki leśnej są coraz bardziej kuriozalne. Do niedawna nie przyszłoby nam do głowy, że ktokolwiek mógłby porównywać sytuację lasów
    w Bieszczadach do trwałych wylesień na Borneo albo obwinić leśników… o czerwcową powódź błyskawiczną na Podkarpaciu (mimo że meteorolodzy wskazali na obiektywne przyczyny:  burzę wielokomórkową i dobowe sumy opadów bijące w wielu miejscach kilkunastoletnie rekordy). Przypomnijmy, od lat międzywojennych powierzchnia lasów
    na Podkarpaciu wzrosła dwukrotnie, w samych Bieszczadach nawet więcej. Czy potencjał pochłaniania CO2 lub zatrzymywania wody w regionie wzrósł, czy zmalał? Odpowiedź jest oczywista, niestety nie dla wszystkich.

 

  1. Spotykamy się czasem z krytyką za to, jakoby Lasy Państwowe kierowały się zyskiem,
    po czym za to, że utrzymujemy „deficytowe” nadleśnictwa w Bieszczadach. To nielogiczne i sprzeczne zarzuty. Zgodnie z prawem, Lasy Państwowe jako całość mają być samodzielne ekonomicznie, finansując swoje koszty z własnych przychodów – i tak się dzieje.
    Nie wyklucza to, że niektóre nadleśnictwa mogą być przejściowo „pod kreską”
    (w leśnictwie może to być perspektywa nawet kilkudziesięcioletnia), a wtedy ich niedobory są wyrównywane z funduszu leśnego, czyli swoistego „wspólnego budżetu” jednostek LP. Nie ma w tym nic dziwnego: warunki terenowe, klimatyczne, struktura miejscowych lasów, sytuacja na lokalnym rynku pracy lub choćby nieprzewidziane klęski żywiołowe, decydują o tym, że każde z 430 nadleśnictw w Polsce ma własną specyfikę, w tym różne możliwości przychodowe. W tej sytuacji wymaganie, by każdy nadleśniczy za wszelką cenę osiągał wynik dodatni, miałoby fatalne dla przyrody skutki. Nieprawdą jest, że w Bieszczadach koszty pozyskania drewna przekraczają zysk z jego sprzedaży. Po prostu gospodarując
    w trudnym terenie górskim, z użytkowaniem wyłączonym w wielu miejscach, bieszczadzkie nadleśnictwa pozyskują i sprzedają mniej surowca i mają niższe przychody z tego tytułu. Tymczasem ich wydatki pozostają podobne jak nadleśnictw w innych zakątkach Polski
    (o ile nie wyższe z powodu większej trudności robót zlecanych w górach): także ponoszą koszty ochrony lasu, tworzenia leśnej i turystycznej infrastruktury, prowadzenia programów ochrony przyrody, budowy obiektów małej retencji
    i przeciwdziałających erozji  itp. Sugerowanie, że proste zastąpienie obecnych nadleśnictw w całości parkiem narodowym czy rezerwatami zmieni tę sytuację, to manipulacja. Bierna ochrona przyrody na odpowiednim poziomie także kosztuje – tyle że wtedy budżet państwa, czyli podatników, a nie Lasy Państwowe.

 

  1. Może mimo wszystko karpackie lasy potrzebują kolejnych obszarów objętych najwyższymi formami ochrony przyrody? Nie nam to przesądzać. Tworzenie parków narodowych, określanie lub zmianę ich granic reguluje ustawa o ochronie przyrody: wymaga
    to rozporządzenia rządu w uzgodnieniu z lokalnymi samorządami. Lasy Państwowe
    nie odgrywają w tym procesie żadnej roli. Rezerwaty ustanawia właściwy regionalny dyrektor ochrony środowiska i nie ma żadnej przeszkody, by składać stosowne projekty
    i wnioski o ich tworzenie. Nie rozumiemy, dlaczego działacze Inicjatywy Dzikie Karpaty po raz kolejny apelują w tych kwestiach do leśników, w tym pracujących w regionach bardzo odległych od Podkarpacia, zamiast skorzystać z obowiązujących procedur prawnych i właściwie skierować swoje postulaty.

 

  1. Zorganizowanie pikiety jest zapewne łatwiejsze i efektowniejsze od przygotowania rzeczowego, uzasadnionego projektu powołania nowego rezerwatu albo parku narodowego. Być może dlatego działacze Inicjatywy Dzikie Karpaty regularnie kierują pod adresem Lasów Państwowych żądania, które wskazują na brak woli zrozumienia historii i charakterystyki regionu, sposobu prowadzenia tam gospodarki leśnej. Nie sposób rzeczowo odnieść się do postulatów w rodzaju „wstrzymania wycinki starodrzewu niesadzonego ręką ludzką”. Zwłaszcza gdy odnowienia naturalne stanowią 50 proc. wszystkich w bieszczadzkich nadleśnictwach i jest to w pełni świadome działanie leśników, którzy w warunkach górskich promują i wspomagają właśnie samosiew (m.in. poprzez odsłanianie młodego pokolenia). To, że dane drzewo nie zostało posadzone przez człowieka, w żaden sposób nie jest równoznaczne z tym, że jest „reliktem Puszczy Karpackiej”. Tak samo nie przesądza o tym obecność ponadstuletnich drzew. Nie są one w lasach bieszczadzkich i birczańskich niczym nadzwyczajnym, a historia intensywnego użytkowania tych terenów sięga kilku wieków. Do XIX wieku tutejsze lasy, wtedy głównie prywatne, w dużej części zamieniono na uprawy, łąki, pastwiska, a pozostałe mocno eksploatowano, zastępując przy tym wycięte gatunki właściwe dla regionu m.in. sosną
    i świerkiem. Powojenne zalesienia porzuconych gruntów pogłębiły to zjawisko, co dobrze pokazują choćby duże obszary porolnych sośnin i świerczyn w Nadleśnictwa Bircza
    w zasięgu proponowanego Turnickiego Parku Narodowego.  

 

  1. Jesteśmy za otwartym dialogiem nt. ochrony i zarządzania lasami karpackimi, z udziałem wszystkich zainteresowanych. Punktem wyjścia musi być jednak poszanowanie każdej strony i podstawowych faktów. Najwyższy też czas na konkretne, merytoryczne propozycje, a nie ogólne hasła.
Tekst: materiały Lasów Państwowych

MAŁE ŚWIERKI JUŻ ROSNĄ!

Nasza przyroda wzbogaciła się o kolejne drzewka, ponieważ w ramach akcji sadziMy rozdaliśmy 4 tysiące sadzonek świerka pospolitego, przeznaczonych do posadzenia m. in. w przydomowych ogródkach.

W piątek 18 września Nadleśnictwo Kolbuszowa, jak wszystkie nadleśnictwa w Polsce, wzięło udział w akcji sadziMy, zainicjowanej przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę i Pierwszą Damę Agatę Kornhauser-Dudę.

Szacujemy, że do akcji przyłączyło się około 600 osób, w tym miejscowa ludność. Na kolbuszowskim rynku, gdzie prowadziliśmy akcję, odwiedziły nas dzieciaki z pobliskiego przedszkola, które wspólnie z wychowawczynią odebrały od nas sadzonki i posadziły drzewka przy swoim przedszkolu. Bardzo cieszy nas tak duże zaangażowanie w sadzenie drzew, ponieważ są one potrzebne wszędzie tam, gdzie żyjemy, nie tylko w lesie. Drzewa zapewniają nam tlen, oczyszczają powietrze, wpływają korzystnie na klimat i na nasze samopoczucie. Ponadto są domem dla wielu gatunków roślin, grzybów i zwierząt.

Dzięki wspólnej akcji teraz wszyscy mogą z łatwością posadzić własne drzewo na przykład w przydomowym ogródku i cieszyć się swoim „kawałkiem lasu”. Serdecznie dziękujemy i zapraszamy do włączania się w kolejne akcje sadzenia drzew!

 

Tekst: Kinga Mazur

Fot. Ze zbiorów UM w Kolbuszowej


HISTORYCZNA LEŚNICZÓWKA - JAK WYGLĄDAŁA?

Tego już niedługo będzie można dowiedzieć się w parku etnograficznym Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej, gdzie powstaje specyficzny dla tego regionu sektor leśny, obrazujący spuściznę Lasowiaków. Byli to ludzie mieszkający w lesie, żyjący z lasu i czerpiący z niego wiele korzyści, a najlepszym na to dowodem jest fakt, że swą nazwę wzięli właśnie od lasu.

W kolbuszowskim skansenie zostały już zgromadzone takie budynki jak stajnia, suszarnia runa leśnego, stodoła, spichlerzyk oraz suszarnia-wyłuszczarnia nasion, a także trak do drewna. Została przywieziona drewniana leśniczówka, która doczekała się kolejnego etapu rekonstrukcji, polegającego na wykończeniu i wyposażeniu wnętrza. W historycznej leśniczówce znajduje się sześć pomieszczeń, takich jak hol, kancelaria leśniczego, kuchnia, a także mieszkalne pokoje użytkowe.

Właśnie teraz rozpoczęliśmy etap poszukiwań elementów wyposażenia do opisanej leśniczówki i gromadzimy wszelkie przedmioty użytkowe, wykorzystywane niegdyś w leśniczówce, np. kałamarz, godło, liczydło, mapa ścienna, wieszak, ale również pamiątki związane z łowiectwem, często spotykane w dawnych, lasowiackich chatach, które można by wykorzystać do zaaranżowania wszystkich pomieszczeń.

Co prawda okres wiosennych porządków mamy już dawno za sobą, ale jeśli ktoś chciałby przyczynić się do kompletowania zbiorów do wyposażenia zabytkowej leśniczówki, właśnie teraz może zajrzeć na strych, czy do piwnicy w poszukiwaniu „skarbów” po rodzicach, dziadkach, czy pradziadkach. Żeby przekazać jakiś przedmiot, który mógłby posłużyć do wykorzystania na ekspozycji, prosimy przesyłać zdjęcia przedmiotu z krótkim opisem na adres e-mail kinga.mazur@krosno.lasy.gov.pl.

 

Tekst i zdjęcia: Kinga Mazur


PROW 2014-2020

Szanowni Państwo,

 

W nawiązaniu do dotychczasowych działań leśnych w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, uprzejmie informujemy, iż w okresie od 3 sierpnia do 11 września trwa już trzeci nabór wniosków o wsparcie dla właścicieli lasów prywatnych, w ramach poddziałania 8.5 ,, Wsparcie na inwestycje zwiększające odporność ekosystemów leśnych i ich wartość dla środowiska”.

Szczegółowe informacje na temat możliwości korzystania z pomocy można otrzymać w jednostkach; Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Ośrodkach Doradztwa Rolniczego oraz w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi na www.gov.pl/rolnictwo jak i w załączonej ulotce.

W w/w sprawie można kontaktować się telefonicznie z Specjalistą ds. LN w Nadleśnictwie Kolbuszowa tel. 691911154, 17 5812124 oraz boguslawa.ciosek@krosno.lasy.gov.pl

 

                      Bogusława Ciosek

Materiały do pobrania


Botaniczne pamiątki dawnego leśnictwa

W lasach nadleśnictw Baligród i Lesko można spotkać obce naszej florze gatunki drzew, posadzone tu niegdyś przez dawnego właściciela, Augusta hr. Krasickiego początkiem XX wieku. To m.in. daglezja, sosna wejmutka, sosna Banksa, sosna smołowa i kosodrzewina. Przetrwały w niektórych miejscach do dziś, przypominając o leśnym eksperymentatorze sprzed lat.

W leśnictwie Malinki (Nadleśnictwo Lesko) spotyka się niecodziennych rozmiarów wejmutki. To gatunek szybkorosnący, choć w naszych warunkach trapiony chorobami. Na zdjęciach z okresu międzywojennego można zobaczyć, że drzewa te były wówczas już sporych rozmiarów.

Z kolei na terenie Nadleśnictwa Baligród, na stromym zboczu w granicach nieistniejącej dziś wsi Sukowate, przetrwało stanowisko kosodrzewiny, posadzonej niegdyś na stromym, osuwającym się zboczu.

- Na podstawie badań przeprowadzonych przy pomocy świdra Presslera wiek kosówki można oszacować na około sto lat, przy czym trzeba zaznaczyć, że pokrój krzewów wskazuje na ich pochodzenie z Alp, a nie z Karpat – mówi Marcin Scelina, botanik, leśniczy z Nadleśnictwa Baligród. - To jedyne tak stare stanowisko kosodrzewiny w lasach Podkarpacia. Na tymże miejscu można też napotkać okazy sosny smołowej, gatunku pochodzącego z Ameryki Północnej. To drzewo o tyle ciekawe, że należy do sosen trójigłowych, w odróżnieniu do dwuigłowej sosny zwyczajnej czy pięcioigłowej limby oraz wejmutki. Z jednej nasady u sosny smołowej wyrastają trzy igły. Co ciekawe drzewo to, jak sama nazwa wskazuje, obfituje w żywicę i charakteryzuje się dużą siłą przetrwania w trudnych warunkach. Uszkodzenia aparatu asymilacyjnego rekompensuje sobie wykształcaniem dodatkowych pędów bezpośrednio z pnia.

Na tym samym wzgórzu spotkać można dorodne okazy sosny wejmutki i Banksa, również pochodzących z Ameryki Północnej.

Autor tych eksperymentów to August hr. Krasicki, właściciel dóbr leskich, który w latach 1918-1927 piastował funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Leśnego (PTL). Krasicki był leśnikiem z wykształcenia, ukończył bowiem wydział leśny akademii w Tharandcie pod Dreznem. Był ochotnikiem legionistą i uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku, awansując do stopnia rotmistrza i funkcji adiutanta dowódcy armii. Publikował w Roczniku Towarzystwa Dendrologicznego m.in. ciekawe artykuły o drzewach w Bieszczadach, jak również na łamach Sylwana, wydawanego przez PTL. W swych lasach wprowadzał innowacyjną gospodarkę, eksperymentując m.in. ze świerkiem – wyhodował odmianę tego gatunku, od jego nazwiska nazwaną Picea crasiciana.


BEZPIECZEŃSTWO NAJWAŻNIEJSZE

Piątkowe przedpołudnie upłynęło nam w atmosferze rywalizacji. Miały wtedy miejsce warsztaty szkoleniowe dla drwali, które odbywają się u nas rokrocznie. Po co je organizujemy? Żeby przypomnieć o najważniejszym – o bezpieczeństwie podczas pozyskania drewna.

W dniu 3 lipca 2020 r. odbyły się u nas warsztaty szkoleniowe dla drwali. Wzięło w nich udział dwunastu pilarzy, którzy na co dzień pracują przy pozyskaniu, czyli ścince i zrywce drewna. Najważniejszym celem, dla którego przeprowadzamy warsztaty wcale nie jest wyłonienie najlepszego drwala, tylko przypomnienie wszystkim pracującym na co dzień w lesie, że najważniejsze jest ich bezpieczeństwo.

Prace wykonywane przy pozyskaniu drewna są najbardziej niebezpiecznymi pracami wykonywanymi w lesie. Wystarczy chwila nieuwagi, pośpiech i można zapłacić bardzo wysoką cenę, jaką jest nasze życie.

Podczas warsztatów zawodnicy biorą udział w czterech konkurencjach – ścince drzewa, przygotowaniu pilarki do pracy, złożonej przerzynce kłód oraz dokładności przerzynki. W każdym zadaniu muszą wykazać się precyzją, skupieniem, pełną uwagą oraz przede wszystkim zachować wszystkie zasady bezpieczeństwa i higieny pracy.

Po paru godzinach rywalizacji – udało się nam wyłonić trzech najlepszych zawodników. Trzecie miejsce z sumą 1013 pkt. zdobył Zbigniew Dragan, drugie miejsce i 1016 pkt. uzyskał Jerzy Magda. Na pierwszym, najwyższym miejscu na podium stanął Marian Bajek, który uzyskał aż 1033 pkt.

Jak podczas wszystkich naszych warsztatów, nie ma przegranych, dlatego każdy z zawodników dostał drobny upominek, a dodatkowo pierwsza trójka pamiątkowe, jak na pilarzy przystało, drewniane medale. Dziękujemy serdecznie za udział i zapraszamy do rywalizacji za rok. Życzymy wszystkim osobom pracującym w lesie, aby wykonywane przez nich zadania były jak najbardziej bezpieczne, pełne opanowania i spokoju.

 

Tekst: Kinga Mazur

Fotografie: Dariusz Tabisz


LIPA ŚW. JANA NEPOMUCENA W DULCZY WIELKIEJ

W wiejskim krajobrazie Dulczy Wielkiej, na skraju rozległych pól, rośnie malownicza, samotna lipa. Jej piękno i niezwykłość polega na tym, że nie przypomina innych drzew tego gatunku.

Jest przysadzista, posiada szeroką koronę, a najniższe konary łukowato przeginają się niemal do samej ziemi. Krótki i gruby pień szybko się rozgałęzia na mnóstwo trudnych do policzenia gałęzi czy mniejszych gałązek. Kora na nim jest już spękana, pobrużdżona i ciemnoszarego koloru.

Lipa rośnie na prywatnej posesji, a jej właściciel Tadeusz Kurek jest zdecydowany ustanowić ją pomnikiem przyrody. W krajobrazie typowo rolniczym, pozbawionym większych kompleksów leśnych, a nawet okazalszych drzew, jest swego rodzaju rodzynkiem.

Według ustnego przekazu miejscowej ludności lipa znajduje się na dawnych terenach tzw. pańskich. W połowie XIX w. (w tym właśnie czasie mogła zostać posadzona) majątek, w skład którego wchodziła m.in. Dulcza Wielka, należał do hr. Atanazego Raczyńskiego, zaś po roku 1851 do jego żony ˗ hr. Anny z Radziwiłłów Raczyńskiej. W rodzinie Raczyńskich pozostawał prawie do końca XIX w.

Dawniej, kiedy Bóg obdarzał rodzinę dzieckiem, sadzono koło domu młodą lipkę, wierząc w tajemniczy związek między siłą życiową i przydatnością tego drzewa, a cechami i losem nowo narodzonego człowieka. Dobroć, łagodność, głęboki spokój i szczodrość to cechy od wieków łączone właśnie z tym drzewem.

Nie wiemy, czy nasza lipa też z tego powodu została posadzona, bardziej prawdopodobne jest, że posadzono ją na skraju pól, aby mogła dawać cień pracującym na polu rolnikom, obdarzać okolicznych mieszkańców lepszymi i większymi plonami. Cień lipy dawał ludziom zdrowy odpoczynek, sny zaś wręcz prorocze.

Obok lipy znajduje się kapliczka św. Jana Nepomucena, patrona powodzian. Cieszy się on na tym terenie szczególnym kultem. Dulcza Wielka położona nad rzeczką Jamnica narażona była często na jej wylewy. W krajobrazie i tradycji te sąsiadujące ze sobą obiekty stały się nierozłączne ˗ kapliczka ze św. Janem Nepomucenem i lipa jako drzewo opiekuńcze, przynoszące dostatek, cień i miód. Z racji tego sąsiedztwa, drzewo często nazywane jest lipą św. Jana Nepomucena.

Jeszcze jedną, wielką zaletę ma lipa św. Jana Nepomucena ˗ zjednoczyła społeczność lokalną w sprawie ustanowienia jej pomnikiem przyrody, a wcześniej wypromowania na drzewo roku 2020. Zaangażowało się w to działanie wiele różnych instytucji, stowarzyszeń, czy osób prywatnych. Na podkreślenie zasługują przede wszystkim postawa właściciela gruntu, na którym rośnie nasza lipka, i miejscowego regionalisty Andrzeja Ziobronia. To od nich wyszła inicjatywa, aby ustanowić ją pomnikiem przyrody i poprawić jej stan zdrowotny. Oprócz LOP OP firmującej działania związane z lipką Jana Nepomucena zaangażowały się: Stowarzyszenie Nasze MIASTO Radomyśl Wielki, Zespół Szkolno-Przedszkolny w Dulczy Wielkiej, sołtys i rada sołecka Dulczy Wielkiej, LKS Jamnica Dulcza Wielka, rada parafialna z Parafii Trójcy Przenajświętszej w Dulczy Wielkiej, burmistrz i radni z rady miejskiej Radomyśla Wielkiego, nadleśnictwo Dąbrowa Tarnowska i Mielec, Stowarzyszenie Twórców Kultury Plastycznej im. Jana Stanisławskiego w Mielcu.

W naszym regionie w ostatnich latach lipa kwitnie najczęściej już w połowie czerwca. Co się wtedy dzieje? Atakuje wszystkie nasze zmysły niesamowicie upojnym zapachem ogrzanym dodatkowo przez silne promienie słoneczne, złotobiałym kolorem wprawdzie drobnych, ale jakże licznych kwiatów. Z bliższej i dalszej okolicy ściągają całe roje brzęczących owadów, głównie pszczół i trzmieli zbierających nektar z lipowego kwiatu. Panuje jeden wielki rejwach, to znak, że do Dulczy Wielkiej nadciąga lato.

Nasza lipka musi się u nas dobrze czuć i ma wszystko to, czego potrzebuje, bo pomimo położenia na skraju rozległych pól mrozów się specjalnie nie lęka, owady nie stanowią dla niej wielkiego zagrożenia. Jak to jednak lipa, jest bardzo delikatna, a przez lata swego istnienia, sporo przeszła. Wzdłuż pnia na wysokości około 2-3 metrów ciągnie się pionowa szpara, zapewne wypełniona w środku próchnem, dlatego na początku wydawało nam się, że najprawdopodobniej konieczna będzie jej pomoc. Nasze wątpliwości częściowo rozwiał wezwany do niej ekspert dendrolog, twierdząc iż według najnowszej wiedzy drzewo powinno się samo obronić, wytwarzając dużo bardziej wytrzymałą warstwę drewna izolującego od żywej tkanki. Jednak dopiero po przeprowadzeniu dokładnego badania, zaplanowanego na grudzień tego roku, będziemy wiedzieli, w jakim stanie zdrowotnym jest lipa św. Jana Nepomucena.

Lipa robi wrażenie na zwykłych ludziach, a co dopiero czują wrażliwe dusze artystyczne? - mogliśmy się już wielokrotnie przekonać, studiując dzieła naszych literatów, rzeźbiarzy czy malarzy. Do naszej lipy najbardziej pasuje fragment poematu „Na lipę słowiańską” Teofila Lenartowicza:

Lipo zielona, drzewo ojczyste,

Co do mnie kwiaty strząsasz złociste,

I cień daleki rzucasz dokoła –

Drzewo rodzinne, ozdobo sioła. […]

Twoich gałęzi mnogie ramiona,

Jako słowiańskie nasze plemiona [...]

 

Nasza lipa stała się natchnieniem dla zaprzyjaźnionego z nami artysty. Wiesław Skowroński namalował na płótnie drzewo i kapliczkę św. Jana Nepomucena. Zdjęcie tego obrazu załączyliśmy do składanego przez nas wniosku.

Z okazji przypadającego 10 października Światowego Dnia Drzewa rozpoczęliśmy kampanię promującą lipę drobnolistną rosnącą w miejscowości Dulcza Wielka. Drzewo w wieku ponad stu lat (150-170) ma około 430 cm obwodu na wysokości piersi, kilkanaście metrów wysokości (15-17) i pokrój wcale nie przypominający typowej lipy, korona jest szeroka (około 22-24 m), wielka (powierzchnia rzutu korony ok. 416 m2, obwód ok. 80 m). Zapewne dlatego, że rośnie samotna od początku, konary ma bardzo nisko.

Z inicjatywy Okręgu Podkarpackiego LOP w Rzeszowie i społeczności lokalnej zgłosiliśmy Lipę św. Jana Nepomucena w konkursie na drzewo roku 2020. Zachęcamy do oddania swojego głosu na stronie internetowej: http://www.drzeworoku.pl/?tree=1#section-7

 

 

            Hubert Sobiczewski


ZNALEZIONY MARTWY BOCIEK

Hajstra, bo tak nazywamy gwarowo bociana czarnego /Ciconia nigra/ to rzadki gatunek ptaka objętego w Polsce ścisłą ochroną gatunkową.

Tym bardziej przykre jest, kiedy znajduje się martwego osobnika tego bociana, a w takiej sytuacji znaleźli się leśnicy z Nadleśnictwa Kolbuszowa. Podczas wykonywania czynności służbowych, we wtorek 19 maja, leśniczy wraz z podleśniczym natknęli się na takie przykre znalezisko. W związku z tym, że bocian czarny to duża rzadkość, a istniało przypuszczenie popełnienia ewentualnego przestępstwa sprawa została zgłoszona na Policję.

Bocian podczas oględzin został zabrany również do lecznicy weterynaryjnej. Przeprowadzono w niej badania podczas, których ustalono że ptak był silnie zarobaczony. Była to najbardziej prawdopodobna przyczyna jego śmierci.

Dzięki informacjom uzyskanym od tych instytucji wiemy, że ten osobnik bociana padł z przyczyn naturalnych. Niestety w naturze zdarzają się przypadki takiego pasożytnictwa, które prowadzą do śmierci zwierzęcia.

 

Kinga Mazur


NIE ZABIERAJ ZWIERZĄT Z LASU!

Młode sarny, jelenie, zające, czy podloty ptaków nie są wcale takie bezbronne i porzucone, jakby się nam mogło wydawać.

W ostatnich tygodniach możemy cieszyć się typowo wiosenną pogodą, kiedy to okresy ciepła, przeplatają się z mokrymi i zimnymi dniami. Gdy nastają trochę wyższe temperatury, ciężko nam usiedzieć w domu i ruszamy na spacery na świeżym powietrzu.

Odwiedzając leśne ostępy, obserwujemy wybudzoną z zimowego snu przyrodę i zdarza się nam niejednokrotnie zauważyć podloty ptaków, chowające się pod krzewami, lub przy odrobinie szczęścia ukrytą w zaroślach młodą sarnę. Rozglądamy się zdziwieni, że nigdzie nie ma ich rodziców i myślimy jak pomóc. Tylko takie młode zwierzaki zazwyczaj wcale nie potrzebują naszej pomocy, a ich dotykanie, czy głaskanie może mieć dla nich i ich rodziców opłakane skutki.

Na przykład samica sarny, zwana kozą, rodzi swoje młode w odosobnieniu, a później pozostawia je w ukryciu, gdzieś w wysokich trawach, właśnie po to, aby ochronić je przed drapieżnikami. W pierwszych dniach życia, młode koźlę jest odwiedzane przez swoją mamę i regularnie karmione. Podobnie jest z młodymi ptakami, gdy wychodzą z gniazda i uczą się latać. Niejednokrotnie kryją się w zaroślach, albo na ziemi pod najbliższymi krzewami, głośno nawołując rodziców, którzy przylatują i przynoszą różne smaczne kąski.

Zwierzęta mają różne taktyki przetrwania i doskonale sobie radzą same. Pamiętajmy, żeby nie zabierać młodych zwierząt z lasu, a być może kiedyś spotkamy je jeszcze podczas leśnego spaceru, gdy będą już dorosłe?

 

Kinga Mazur


Na razie jeszcze młode, ale będzie piękny las.

Wiosna to czas wytężonej pracy związanej z odnowieniem lasu. W miejscach gdzie wycięliśmy stary las, który osiągnął już wiek rębności - sadzimy nowy.

W ten sposób dbamy o zachowanie trwałości lasu, tak abyśmy mogli cały czas korzystać z jego dobrodziejstw.
Z upływem kwietnia w naszym nadleśnictwie zakończyliśmy tegoroczne prace związane z odnowieniem lasu. Na powierzchni około 64 ha (co równa się powierzchni 64 boisk piłkarskich) posadziliśmy blisko pół miliona sadzonek różnych gatunków drzew. W przeważającej większości były to sadzonki sosny zwyczajnej, jednak sadziliśmy także takie gatunki jak dąb, buk, brzoza, świerk, lipa, grab, czy olsza.
W kolejnym wieku z drewna z tych małych sadzonek, które posadziliśmy teraz, będą korzystać nasze dzieci i wnuki.
                                                                                                                             Tekst: Paweł Jabłoński
                                                                                                                             Fot. Kinga Mazur


MŁODE SOSNY WCIĄŻ CZEKAJĄ.

Przypominamy, że w naszej szkółce leśnej wciąż trwa sprzedaż sadzonek. Mija już okres wiosennych przymrozków i zaczyna się sezon na wiosenne porządki w ogródkach. Zapraszamy do zakupu sadzonek gatunków lasotwórczych, jak i krzewów ozdobnych.

Nasze sadzonki sosny zwyczajnej można zakupić również na OLX.

Sprzedaż jest prowadzona w szkółce leśnej w Świerczowie

od poniedziałku do piątku w godzinach 700 - 1400

 

Więcej informacji można uzyskać pod numerem telefonu 603- 953- 039


— Pozycji na stronie: 20
Wyświetlanie 41 - 60 z 105 rezultatów.